Wyraziste w smaku i aromacie, wędzone na gorąco kiełbaski. Nazwałem je Kiełbaski Babci Leokadii, bo ta znakomita mieszanka przypraw posłużyła mi za bazę smaku. Te cienkie kiełbaski można, a nawet trzeba spróbować na gorąco i może się okazać, że ostygnięcia nie doczekają, ale jeżeli to im sie uda, to przekonasz się, że na zimne też są pyszne. Praktyka u Praktyka. Zachęcam do samodzielnego wypróbowania.
Składniki:
- Szynka lub łopatka z niewielka ilością tłuszczu – u mnie 3,5 kg
- 17g/kg – mieszanina soli zwykłej i peklującej – razem 60 g
- 3 łyżeczki mieszanki przypraw – Receptura Babci Leokadii (6g)
- 1 łyżeczka mielonego czosnku (4g)

Składniki na 1 kg.
- 1 kg – Szynka lub łopatka z niewielka ilością tłuszczu
- 17g – mieszanina soli zwykłej i peklującej
- 1 łyżeczka mieszanki przypraw – Receptura Babci Leokadii (2g)
- 1g mielonego czosnku
Wykonanie:
Ja miałem trochę problemu z organizacją czasu, dlatego tę kiełbasę wykonałem na trzy razy.
Mięso podzieliłem mniej więcej pół na pół i pokroiłem na kawałki pasujące do maszynki, w której będę je mielił. Część rozdrobniłem na sitku 4 mm a drugą część na szarpaku. Dodałem mieszaninę soli i po wymieszaniu schowałem do lodówki.

Następnego dnia do posolonego mięsa dodałem pozostałe przyprawy oraz szklankę wody. Składniki wymieszałem, żeby równomiernie rozprowadzić przyprawy a następnie przyniosłem mięso do nadziewarki.

Przygotowałem sobie jelita baranie na paskach licząc na to, że będzie mi łatwiej, ale jak poniżej zobaczycie – wiele nadzianych kiełbasek to krótkie odcinki. Niestety nie udało mi się uniknąć pękania. Dlatego zawsze podchodząc do robienia cienkich kiełbasek w jelitach baranich przygotowuję sobie rezerwy cierpliwości i spokoju.

Napełnione kiełbaski rozwiesiłem na kijku by ociekły, a następnie zniosłem do chłodnej spiżarni. To też nie jest konieczne. W moim przypadku również w tym momencie chodziło o brak odpowiedniej ilości czasu. Zamiast to pozostawiać na noc w chłodni można po suszeniu przynieść do wędzarni i tam dosuszać i rozgrzewać w temperaturze 50 stopni.

Obróbka termiczna.
Gdy kiełbaski były suche to podniosłem temperaturę na 60 stopni i uruchomiłem generator dymu, do którego wsypałem zrębkę olchową. W zależności od jakości osuszenia i używanej wędzarni czas przebywania w dymie może być różny i powinien wynosić dwie, trzy godziny. Ważniejsza jest jakość koloru a nie czas który upłynął.

Gdy kolor mięsa mnie satysfakcjonował to przyszedł czas na podpiekanie. Wyłączyłem generator dymu i w jedną z kiełbasek wbiłem sondę termometru. Podniosłem temperaturę wędzarni do 90 stopni i podpiekałem w takich warunkach do czasu osiągnięcia w środku minimum 70 stopni Celsjusza.

Moja wędzarnia po ustaleniu tego momentu po prostu się wyłączyła i dała mi znać na aplikacji, że już gotowe. Oczywiście natychmiast się udałem do niej żeby wyjąć kawałek i od razu na gorąco spróbować. Na jednym kawałku się nie skończyło, bo kiełbaski są pyszne.

Można je przygotować właśnie na taką biesiadę, gdzie podane będą uczestnikom prosto po wyjęciu z wędzarni. Są smakowite i bardzo aromatyczne. Nie ma oczywiście zakazu pozostawić ich do następnego dnia żeby ostygły bo w tej chłodniejszej postaci również są bardzo dobre. Można je także podsuszać tak jak klasyczny kabanosy.
Zachęcam do spróbowania. Domowe jest lepsze.
Przepis w wersji filmowej znajdziecie na YouTube.








Niestety nie mam na razie dostępu do wędzarni, więc myślę, że jeśli po wykonaniu podam je na ciepło prosto z wody lub podsmażę w piekarniku, to też będą smakowite. Jak zawsze. Pozdrawiam.
Dokładnie tak – zwłaszcza piekarnik, ruszt czy grillowa patelnia to dobry pomysł 🙂